Jak powstrzymać starośćJak zatrzymać młodość

Krzywa przegroda nosowa – operacja [opis i relacja dzień po dniu]

Operacja przegrody nosowej

12 czerwca 2023 roku przeszedłem operację korekty skrzywionej przegrody nosowej. Według statystyk problem pt. „krzywa przegroda” może dotyczyć nawet połowy Polek i Polaków. Aby ułatwić czytelnikom podjęcie decyzji o ewentualnej operacji oraz przybliżyć jej przebieg, opisałem cały proces w poniższym artykule.

Podkreślam, że przedstawiam tu swoją perspektywę. Sam jestem medykiem, więc mogę przybliżyć niektóre szczegóły precyzyjniej, niż gdybym nie posiadał wiedzy anatomicznej i fizjologicznej. Natomiast nadal omawiam wyłącznie mój konkretny przypadek. Ponadto mimo że jestem już po operacji, to większość artykułu piszę w czasie teraźniejszym – dokładnie tak, jak spisywałem relację z dnia na dzień.

Uwaga!  Ostrzeżenie dla osób, które z trudem znoszą takie widoki – w artykule znajdują się zdjęcia, na których widać krew.

KRZYWA PRZEGRODA NOSA – DLACZEGO ZOPEROWAŁEM JĄ DOPIERO PO 17 LATACH

Gdy miałem 16 lat, złamano mi nos na meczu piłki nożnej. Krew przez godzinę leciała mi jak z kranu, ale nie była to dla mnie żadna nowość. Silne krwotoki miewałem nawet po kilkadziesiąt razy w roku. Miałem je od 6. roku życia i zlikwidowałem dopiero ok. 25. roku życia suplementacją witaminy K. W związku z tym sam fakt, że po uderzeniu leciała mi krew z nosa, nie budził moich podejrzeń, że mój stan mógłby wymagać jakiejkolwiek operacji. To była dla mnie po prostu ówczesna norma. Nie wiedziałem też, jak mocne było uderzenie, bo zamroczyło mnie na sekundę albo dwie. O tym, że dostałem z całej siły pięścią, dowiedziałem się dopiero dużo później.

W dodatku po uderzeniu nos tak spuchł, że nie było widać samego złamania. Zorientowałem się dopiero po kilku dniach, gdy zeszła opuchlizna – nos mi „pływał”. Zarówno nasada (pomiędzy oczami i trochę poniżej), jak i ta kostna część tuż nad wąsami, które u zdrowego człowieka są sztywno przytwierdzone do czaszki, u mnie były ruchome i mogłem je dosłownie przestawiać palcami o kilka milimetrów. Trwało to, dopóki po kilku tygodniach się nie zrosły.

Niestety, w gimnazjum nie miałem jeszcze nic wspólnego z medycyną. Uznałem więc, że skoro – w moim odczuciu – nic specjalnego mi się nie działo, a nos się goił, to nie było sensu iść do lekarza. Nie wymagajmy dojrzałej i dalekowzrocznej decyzji od gimnazjalisty. 🙂 Natomiast konsekwencje złamania wyszły prędko i odczuwam je do dziś, czyli dokładnie przez połowę życia. W momencie złamania miałem 16 lat, a w dniu operacji mam 32 lata. Dokładnie rzecz biorąc, od urazu do operacji minęło 16 lat i 11 miesięcy.

KRZYWA PRZEGRODA NOSOWA – DLACZEGO WARTO JĄ ZOPEROWAĆ

Krzywa przegroda to nie jest problem wyłącznie kosmetyczny. Ba, u mnie w ogóle nie chodziło o wygląd, ale o poprawę oddychania. Brak wydolnej wentylacji niesie bowiem ze sobą zdrowotne konsekwencje. Przy odrobinie pecha wręcz uniemożliwia długie i zdrowe życie w dobrej formie. Jako że dążę do długowieczności i chcę jak najlepiej dbać o zdrowie, musiałem wreszcie się tym zająć.

Krzywy nos i zmiażdżona przegroda

Dla niektórych ludzi krzywy nos jest źródłem kompleksów. Ja sam nie przywiązuję do tego specjalnej wagi, zwłaszcza że z zewnątrz nos wygląda na niemal prosty. Nawet moja pani chirurg to stwierdziła. Natomiast ja sam dobrze wiem, jak było przedtem, a jak jest teraz – inaczej i daleko od symetrycznego kształtu. Gdyby zestawić mój nos „przed” i „po”, to różnica byłaby dla wszystkich jasna. Widzę też dokładnie, w którym miejscu jest skrzywienie, bo cała górna część nosa jest przesunięta w prawo. Sama przegroda została wręcz zmiażdżona. Stało się tak, ponieważ cała moc skierowała się właśnie w dół i w prawo. Uderzenie przebiegało z góry i od mojej lewej strony.

Niewydolne oddychanie

Przez złamanie mam bardzo słabą drożność prawej dziurki. Krzywa przegroda nosowa sprawia, że ta strona jest zablokowana w ~80%. Mam w nosie dużo mniej miejsca, więc nawet najmniejszy mikrokatar zatyka mi nos na amen. Jednak nawet jeśli nie mam kataru, to w czasie treningów czy meczów muszę się wentylować głównie ustami. Nie mogę też zjeść pełnego posiłku bez otwierania co jakie czas ust w czasie przeżuwania. To nie jest komfortowe, bo wygląda, jakbym był nieokrzesany, a to po prostu zatkany nos.

Głośny oddech

Gdy jest bardzo cicho, to zazwyczaj najgłośniejszym dźwiękiem w pomieszczeniu jest mój oddech. Mi to nie przeszkadza, bo mózg szybko uczy się ignorować takie niegroźne bodźce. Bywa to jednak drażniące lub niekomfortowe np. dla osób z mizofonią (nadwrażliwością na niektóre dźwięki). W tym dla mojej Karoliny – a to już dla mnie poważny argument, bo spędzamy ze sobą mnóstwo czasu.

Oddychanie przez usta a pobudzenie układu współczulnego

Oddychanie przez nos sprzyja uspokajaniu organizmu. Przydaje się np. do technik relaksacyjnych, takich jak „fizjologiczne westchnienie ulgi” („physiological sigh”). Jest łączone ze spokojnym, równym i miarowym oddechem. Sprzyja też aktywacji układu przywspółczulnego, który odpowiada za reakcję „spokój i regeneracja” (w przeciwieństwie do „walki i ucieczki”).

Przez usta oddychamy np. wtedy, gdy potrzeba dużo większego dopływu tlenu, czyli np. w czasie silnego wysiłku albo zagrożenia. Jama ustna ma dużo większą średnicę niż jamą nosowa, więc łatwiej się dotlenić. Powietrze wpuszczane tą drogą nie jest jednak ogrzewane ani filtrowane, tak jak ma to miejsce w czasie oddychania nosem.

Czytałem o teorii, że działa to także w drugą stronę – czyli że nadmierne oddychanie ustami może zaniepokoić mózg, który wprowadza organizm w stan „walki i ucieczki”. Nie zauważyłem po sobie takich objawów, ani nie czytałem żadnych rzetelnych badań na ten temat. Natomiast wspominam o tym, w razie gdyby ktoś z czytelników chciał pójść tym tropem dalej.

Krzywa przegroda – niszczyciel zdrowia

Absolutnie najważniejszą rzeczą, która skłoniła mnie do operacji, jest silna chęć zadbania o zdrowie oraz strach przed tym, co może wydarzyć się w przyszłości. Chodzi bowiem przede wszystkim o poprawę wentylacji zatok – długofalowo ich niewydolność może być niebezpieczna. Nos złamany z przemieszczeniem i zatkany oznacza nie tylko dyskomfort, ale też zatkane zatoki (u mnie z prawej strony nosa). Istnieje ryzyko, że po niedrożnej stronie w przyszłości będą mi się zbierały bakterie i inne paskudztwa. Mogą się też tworzyć stany zapalne. Żadnej z tych rzeczy w sobie nie chcę, bo nie pozostałyby one obojętne dla mojej odporności i dla zdrowia.

Poza tym mam wyjątkowo długie korzenie górnych zębów, które dosłownie wystają z kości i sterczą pionowo w prawej zatoce jak samotne maszty. Można się domyślać, że skoro o zęby trzeba dbać, to wokół tych wrażliwych struktur chcę jak najmniej szkodliwego towarzystwa. Ba, już teraz – w momencie zabiegu – w niedrożnej zatoce mam dwucentymetrową torbiel na dwóch sąsiadujących ze sobą korzeniach zębów. Niewykluczone, że przyczyną jest właśnie niesprawna wentylacja zatoki. Na razie co roku mam kontrolować, czy torbiel nie rośnie, a jeśli tak się stanie, to również będzie to wymagało interwencji chirurgicznej, żeby ją wyciągnąć. Nie potrzebuję więcej zachęt do tego, by zadbać o wentylację nosa oraz zatok.

„TO NIE OPERACJA, ALE ZABIEG”?

Rozmawiając z czytelnikami o operacji, jeden z nich usilnie próbował mnie poprawić, że „to nie operacja, ale zabieg”. Ja się z tym nie zgadzam, co niniejszym krótko wyjaśniam.

Są różne definicje, a jedna z nich zestawia „operację” i „zabieg chirurgiczny” jako synonimy.

W mojej ocenie zabiegiem, który zdecydowanie nie jest operacją, może być np. usunięcie pieprzyka czy tłuszczaka. Jest to działanie chirurgiczne (wycięcie drobniutkiej zmiany), ale w praktyce to zabieg niemalże kosmetyczny. W wielu przypadkach nie niesie więc ze sobą żadnych negatywnych konsekwencji z wyjątkiem niewielkiej, zszytej ranki. W wielu przypadkach po takich zabiegach można też niemal od razu uprawiać sport.

Natomiast naprawianie przegrody to już zdecydowanie operacja – z kilku powodów. Czasem do znieczulenia stosuje się „głupiego Jasia” (gaz rozweselający), ale zazwyczaj pacjenta się usypia (tzw. znieczulenie ogólne). Jest to też dużo większa i poważniejsza ingerencja w tkanki, bo cięcie jest większe i głębsze, podobnie jak fragment do usunięcia/przestawienia/zrekonstruowania. Dochodzi też wyższe (choć nadal bardzo niskie) ryzyko ciężkich powikłań, w tym możliwość przetaczania krwi. Operacja niesie też ze sobą kilkutygodniową rekonwalescencję połączona z banem nie tylko na uprawianie sportu, ale nawet na dźwiganie cięższych rzeczy, żeby całość spokojnie się zrosła i by nie wywołać krwotoku. A więc tak – to zdecydowanie nie zabieg, ale poważna operacja.

KRZYWA PRZEGRODA NOSOWA – RELACJA DZIEŃ PO DNIU Z OPERACJI I REKONWALESCENCJI

Operację robiłem na NFZ i czekałem na termin aż 3,5 roku. Zapisałem się pod koniec stycznia 2020, a więc dosłownie na parę tygodni przed pandemią. To wydłużyło czas oczekiwania, ale już teraz – po przyjęciu do szpitala – panie pielęgniarki powiedziały mi, że pomimo powrotu do normalności okresy oczekiwania niespecjalnie się skróciły. Krzywa przegroda nosowa to powszechny problem, a szpital przy Szaserów ma na tym polu znakomitą renomę. W związku z tym chętnych do zapisu jest bardzo wielu. Prywatnie za niecałe 10 tysięcy złotych można taką operację zrobić niemal od ręki. Zależało mi jednak na tym konkretnym miejscu – oddziale otolaryngologicznym szpitala przy ul. Szaserów w Warszawie. Od dawna słyszałem wiele dobrego o specjalistach z tej placówki. Wiedziałem, że operacje korekty przegród nosowych przeprowadza się tam niemal hurtowo i na bardzo wysokim poziomie.

Wojskowy Instytut Medyczny przy ul. Szaserów
Wojskowy Instytut Medyczny przy ul. Szaserów, w którym miałem operację

Są dwie główne metody chirurgicznego korygowania krzywej przegrody w nosie:

  1. Septoplastyka – jest to najczęściej stosowany zabieg do korekcji krzywej przegrody nosowej. Polega na usuwaniu lub kształtowaniu nadmiarowej chrząstki lub kości w celu wyprostowania przegrody. Zabieg wykonuje się zwykle przez nozdrza, więc nie pozostawia widocznych blizn. Septoplastykę często wykonuje się razem z innymi zabiegami, takimi jak turbinoplastyka (zmniejszenie powiększonych błon śluzowych nosa).
  2. Septorinoplastyka – jest to zabieg, który łączy septoplastykę z korektą zewnętrznego kształtu nosa (rinoplastykę). To opcja dla osób, które oprócz problemów z oddychaniem chcą również poprawić wygląd swojego nosa.

Pierwotnie sądziłem, że skoro przyczyną skrzywienia było u mnie złamanie, to trzeba ten nos złamać na nowo i nastawić we właściwy sposób. Miałem bowiem obawy, czy po wycięciu sporej części chrząstek nos mi się w przyszłości nie zapadnie przy byle uderzeniu. Zespół chirurgów ze szpitala przy Szaserów po oględzinach podjął jednak decyzję, by zastosować u mnie opcję nr 1, czyli zwykłą septoplastykę. Zgodziłem się, bo tak jak wspomniałem, na korekcie wyglądu niespecjalnie mi zależało, a w kwestii wytrzymałości nosa ufam chirurgom bardziej niż swojej amatorskiej ocenie. Grunt, żeby krzywa przegroda nosowa po prostu zniknęła.

Oto relacja dzień po dniu z okresu tuż przed operacją, z samej operacji, a także z przebiegu mojej rekonwalescencji.

Wtorek, 6 czerwca 2023 r. – 6 dni do operacji

Odebrałem telefon od pani z oddziału otolaryngologicznego szpitala przy Szaserów – z pytaniem o potwierdzenie wizyty (5 dni przed przyjęciem do szpitala). Dostałem informację, że jeśli przyjmą mnie w niedzielę i zabieg odbędzie się w poniedziałek, to we wtorek najprawdopodobniej wypiszą mnie do domu. Krzywa przegroda nosowa nie wymaga w moim przypadku dłuższej hospitalizacji.

Co ważne, nie muszę mieć ze sobą żadnych badań – wszystkie niezbędne zrobią mi na miejscu już po przyjęciu do szpitala.

Sobota, 10 czerwca – dwa dni do operacji

Od rana chodzę zestresowany. Mimo że czekam na operację 3,5 roku i na rozum od dawna mam to rozpracowane: że takich zabiegów przeprowadza się bardzo dużo, że komplikacje są bardzo rzadkie, że krzywa przegroda jest łatwa do skorygowania oraz że to szybki zabieg, to jednak od rana jestem rozdrażniony i nie mogę się skupić na niczym konstruktywnym. W związku z tym przez cały dzień zabijam czas. Na szczęście to dzień finału Roland Garros z Igą Świątek i finału Ligi Mistrzów, więc kieruję myśli na kibicowanie.

Niedziela 11 czerwca – dzień przyjęcia do szpitala

Do szpitala mam się zgłosić koło 14:00, mimo że sam zabieg odbędzie się dopiero jutro.

Przyjęcie przebiegło bardzo sprawnie. Na Izbie Przyjęć pobrałem numerek i zostałem od razu obsłużony, bo nie było kolejki. Następnie przebrałem się  i poszedłem na oddział laryngologii.

Od pań pielęgniarek dostałem do podpisania szereg zgód i ankietę do wypełnienia. Musiałem potwierdzić świadomość możliwych powikłań operacji i samego znieczulenia – na czele z udarem i zgonem. Ankieta to kluczowa sprawa – dzięki temu lekarze będą np. wiedzieć, jakich leków nie można mi podawać. To bardzo ważne, bo nie mogę przyjmować niektórych leków przeciwbólowych.

Następnie pobrano mi krew – trzeba m.in. oznaczyć moją grupę krwi, na wypadek gdyby była potrzeba przetaczania w trakcie operacji. Można takie potwierdzenie wziąć ze sobą, jeśli robiło się takie badanie wcześniej. Ja oczywiście znałem swoją grupę, bo co miesiąc oddaję krew. Natomiast nie miałem tego na papierze, a na słowo nikt by mi nie uwierzył – i bardzo dobrze.  Grupa przetaczanej krwi musi się zgadzać na 100%, bo inaczej kaplica.

Muszę też na łyso ogolić kluczowe miejsca: twarz (jako miejsce przeprowadzania zabiegu), klatkę piersiową i przednią część lewego uda (żeby mogli mi przykleić elektrody).

Od 22:00 do operacji muszę już być na czczo – zero jedzenia i picia aż do operacji.

Krzyżowki
Krzyżówki – nieśmiertelna szpitalna rozrywka

Poniedziałek 12 czerwca – dzień operacji

Pobudka o 5:50 – musiałem zdążyć się wykąpać przed bandażowaniem zaplanowanym na 6:00-6:10. Na obie stopy i łydki założono mi ciasny bandaż, który chroni mnie przed zakrzepicą. Zdejmę go dopiero po operacji.

O 8:10 poszedłem na konsulium. Wizyta trwała ze 30 sekund – trzech specjalistów zajrzało mi do nosa, a wniosek był krótki: „nie ma wątpliwości” (że są wskazania do operowania).

Operacja

O 9:15 wezwano mnie na blok operacyjny. Pozwolono mi zostać w bieliźnie, na którą założyłem wiązaną na sznurki koszulę fizelinową. Taka stylówka gwarantowała lekarzom dobry dostęp do kluczowych miejsc, czyli do nosa, klatki piersiowej i lewego uda, gdzie miałem elektrody.

Po przybyciu na blok rozmawiałem z anestezjologiem o lekach, których nie mogę brać przeciwbólowo. Jest ich kilka i to było turbo uber megaważne, żeby przekazać to lekarzom. Zarówno we wstępnej ankiecie po przyjęciu, jak i teraz – tak aby na 100% nic nie umknęło anestezjologom. Procedura poszła sprawnie, bo nie musiałem się przypominać, tylko anestezjolog sam mnie o to spytał.

Gdy położyłem się na stół operacyjny, dostałem wkłucie w dłoń (kontrola płynów, dostarczanie składników odżywczych), pulsoksymetr na palec wskazujący (pomiar pulsu i saturacji, czyli wysycenia krwi tlenem), elektrody tu i tam oraz maskę z czystym tlenem, którym miałem sobie przez chwilę pooddychać, by jeszcze wzmocnić natlenienie organizmu. Następnie dostałem inną maskę, a pani anestezjolog ostrzegła, że zaraz zakręci mi się w głowie. Faktycznie cały świat błyskawicznie zawirował, a kolejne, co pamiętam, to już sala pooperacyjna.

Pierwsze godziny po operacji

O 11:00 trafiłem na salę pooperacyjną na dwie godziny obserwacji. Z racji że znieczulenie zadziałało perfekcyjnie, nie pamiętam nic a nic z zabiegu. Nie miałem też żadnych komplikacji po narkozie. Wyjątek stanowiły niewielkie zaburzenia wzroku – chwilowa lekka krótkowzroczność i lekki helikopter w głowie. One także przeszły, zanim trafiłem z powrotem do mojej zwykłej sali na oddziale otolaryngologicznym.

O 13:00 zgodnie z planem przewieziono mnie wózkiem na oddział. Mógłbym przejść sam, ale bez sensu było ryzykować, że zakręci mi się w głowie, bo był to spory dystans. Natomiast w sali mogłem już sam wybrać się do łazienki. Chodzeniu towarzyszyło zabawne odczucie – ból i czucie powierzchowne były nadal w znacznym stopniu zniesione, ale siła mięśniowa nie, więc mogłem chodzić, ale miałem wrażenie, jakbym robił to na cudzych nogach.

Tuż po operacji

W końcu, po 15 godzinach od przejścia w tryb „na czczo”, mogłem też wreszcie napić się kilku łyków wody. Po znieczuleniu ogólnym zdarzają się wymioty, więc najpierw musiałem na próbę brać małe łyki, później trochę większe, a dopiero po jakimś czasie mogłem dołączyć inne napoje (Ice Tea było idealne, bo przynajmniej czułem słodki smak).

Ogólnie czułem się bardzo dobrze mimo tak poważnego zabiegu przeprowadzanego ledwie dwie godziny z hakiem wcześniej. Zapewne to kwestia wciąż działających leków, ale byłem w stanie normalnie rozmawiać ze wszystkimi dookoła, a nawet napisać sensowny post na Insta z informacją, że wszystko jest OK i z wyjaśnieniem powodów mojej operacji.

Wieczór po operacji

Od 15:00 do 17:00 dozwolone są odwiedziny. Skorzystała z nich moja mama, a także Karolina. A to krótki i barwny opis Karoliny, jak wyglądałem 4-5 godzin po zabiegu:

Smutny, blady i opuchnięty (nie byłem smutny, wręcz wesoły – ale wyglądałem, jakbym był, bo byłem wykończony).

Bez życia, bez energii, z coraz mniejszymi oczami (faktycznie czułem się z godziny na godziny coraz bardziej zmęczony i lekko zbolały, więc coraz bardziej przymykały mi się oczy).

O 17:00 przyszła kolacja. Pozytywnie zaskakująca objętością, podobnie jak dzień wcześniej. Dostałem zupę truskawkową, której jednak nie zjadłem, bo pod nosem tuż nad ustami miałem duży opatrunek i brudziłem go przy każdej łyżce. Do tego miałem z 7 (!) kromek białej bułki, masło i wielką gałkę „lodów”, czyli pasty z hummusu. Naprawdę wyglądały jak lody. Wyobraźcie sobie mój zawód, gdy włożyłem je do ust i okazały się ciepłą breją bez żadnego smaku. Chwilowy brak węchu wprawdzie pozbawił mnie zdolności do odczuwania szczegółowych smaków dań, ale zostało mi odczuwanie smaków podstawowych. Najsmaczniejsza z kolacji była więc herbata, do której wsypałem całą paczkowaną porcję cukru. Nie żałuję – ta słodycz to było moje największe źródło przyjemności w tym tekturowym, choć bardzo pożywnym posiłku.

Kolacje na oddziale otolaryngologicznym
Standardowy posiłek na oddziale otolaryngologicznym – wygląda średnio (zwłaszcza że nie widać tu góry twarogu, która schowała się pod sałatą), ale smakował nieźle i przede wszystkim był bardzo pożywny

Dawki leków podanych mi w trakcie i tuż po operacji zostały obliczone tak, by przestały działać około godziny 17-18. Piszę jednak te słowa o 20:17 i nadal NIC NIE BOLI. To znaczy czuję leciutkie rozpieranie zatok i leciutkie ćmienie w skroniach oraz w oczodołach, ale to drobnostka. Spodziewałem się 10x większego bólu – w końcu krzywa przegroda nosowa to nie pieprzyk na skórze. Na razie jest to jednak spokojnie do przeżycia i zupełnie nie przeszkadza mi nawet w rozwiązywaniu krzyżówek. Niewykluczone, że to się prędko zmieni. W końcu drażniono, cięto, separowano i usuwano mi tkanki we wrażliwym miejscu, więc to musi w końcu zaboleć (późniejszy dopisek: rozmawiałem ze specjalistami, że wycinanie chrząstek faktycznie nie musi boleć – nie są specjalnie unerwione). Na razie jednak cieszę się znieczuleniem i pracuję nad tym artykułem, leżąc na wygodnym łóżku w sali nr 2 oddziału otolaryngologicznego w szpitalu przy Szaserów, przykryty ciepłą kołdrą.

Wtorek 13 czerwca – 1 dzień po operacji

O 6 rano przyszła pielęgniarka, podała mi dożylnie leki przeciwbólowe. Poprosiłem o nie prewencyjnie – czułem lekkie rozpieranie w zatokach i skroniach i nie chciałem, żeby ból się rozszalał. Pielęgniarka potwierdziła na podstawie mojego ogólnego dobrego samopoczucia, że rano wychodzę do domu. Chwilę po 8:00 wezwano mnie więc do gabinetu chirurgów, gdzie wyciągnięto mi tamponadę z nosa i wręczono dokumenty potrzebne do wypisu ze szpitala oraz instrukcje, co robić, a czego unikać przez najbliższy miesiąc.

Wypis ze szpitala
Instrukcje na najbliższe dni – fragment karty wypisu

W instrukcji jest mowa o 14 dniach bez wysiłku, ale o tym też rozmawiałem z lekarzami. Mam uważać i dla pewności nie trenować przez miesiąc. Nigdzie mi się nie spieszy, bo nie trenuję zawodowo, ale dla siebie i dla zdrowia. Tak więc bez problemu utrzymam te zalecenia w mocy.

Pierwszy oddech po wyjęciu opatrunku z nosa – bezcenny! Mimo że nos jest wewnątrz nadal opuchnięty oraz na kilka dni mam w nim zostawione płytki stabilizujące przegrodę, to i tak różnica jest już bardzo odczuwalna. Nic dziwnego – przed operacją światło mojej prawej strony jamy nosowej wynosiło w najwęższym miejscu ok. 2-3 mm, a tymczasem sam opatrunek, który się tam zmieścił po korekcie, miał na oko grubość 2-3 razy większą.

Zapisałem się też od razu na kontrolę u mojej pani chirurg – ustalono ją na za 9 dni. Następnie wykupiłem przepisane leki i pojechałem do domu.

Oto zestaw leków, środków i zaleceń, jakie otrzymałem:

  • Antybiotyk (Augmentin)
  • Probiotyk (dowolny)
  • Krople do nosa (takie jak na katar – zwężające naczynia krwionośne i jednocześnie oczyszczająco-nawilżające)
  • Olej do dodatkowego nawilżania nosa (m.in. żeby nie pękały mi naczynia)
  • Przeciwbólowe też mogę brać, ale zupełnie nie ma potrzeby.

Dostałem też na dwa tygodnie zwolnienie dla ZUSu, więc choćbym chciał pracować, to i tak nie mogę. Zaplanowałem zresztą ten czas już wcześniej. Z racji że i tak nie mogę nigdzie jeździć ani ćwiczyć, poświęcę go na zupełny reset i odpoczynek, jakiego dawno nie miałem. Ostatnie 1,5 roku – poza moimi standardowymi obowiązkami i treningami – to najpierw intensywna praca nad książką „Jak dożyć setki, a później nad jej promocją. W związku z tym dwa tygodnie po operacji z czystym sumieniem przeznaczę na gry i oglądanie filmów i seriali.

Zauważyłem też niespodziewany efekt operacji. Krzywa przegroda miała być skorygowana, ale z zewnątrz kształt nosa miał się zupełnie nie zmienić. Tymczasem on nie tylko spuchł, ale też mocno zadarł się do góry, w dodatku z asymetrycznymi dziurkami. Podejrzewam, że to kwestia napiętych szwów i płytek, które stabilizują nos od wewnątrz. Czy ten efekt się cofnie – o tym przekonam się w przyszłości. Poczytałem na różnych grupach, że bardzo wiele osób odnotowało taki efekt po korekcie przegrody i zazwyczaj nos wracał do pierwotnego kształtu po kilku miesiącach, czasem po około roku.

zdjęcie nosa zadartego wskutek opuchlizny i umieszczenia wewnątrz specjalnych płytek stabilizacyjnych
Po prawej zdjęcie nosa zadartego wskutek opuchlizny i umieszczenia wewnątrz specjalnych płytek stabilizacyjnych – wygląd nosa unormował się po kilku dniach

Środa 14 czerwca – dwa dni po operacji

To była pierwsza noc, jaką spędziłem w domu. Najtrudniejsze jest samo spanie – z ran sączy mi się żółto-przezroczysty płyn (na szczęście bez krwi), więc muszę zatykać nos gazikami i oddychać przez usta. Jeśli jednak spałbym na boku lub na brzuchu, to przez otwarte usta ściekałaby ślina. Dlatego w praktyce da się spać tylko na plecach i tylko na podwyższeniu zbudowanym z paru poduszek. Nie było zbyt wygodnie i zdarzały mi się pobudki, ale wieczorem ustawiłem budzik na 9,5 godziny snu, więc udało się z tego wyciągnąć z 7,5-8 godzin efektywnego snu.

Sen po operacji
Fragment Insta Story nt. wyzwań związanych z wysypianiem się po operacji

Noc nocą, ale płyn sączy mi się z nosa przez cały czas, więc aby nie podcierać go co kilka minut, w praktyce przez całą dobę siedzę z opatrunkami w prawej dziurce nosa. Te „czopki” robię z gazików – pociętych i zwiniętych w małe i krótkie ruloniki.

Czwartek 15 czerwca – trzy dni po operacji

Druga noc w domu – wyspałem się bardzo dobrze. Mimo że na plecach i na podwyższeniu nadal jest mi średnio wygodnie, to mam bardzo mało pobudek. W efekcie sen jest odżywczy – praktycznie pełnowartościowy.

Coraz mniej płynu sączy się z nosa, więc nie muszę już co chwilę wymieniać moich miniopatrunków.

Nos zrobił się mniej zadarty, niż był tuż po operacji. Ewidentnie jest też trochę mniej spuchnięty – zapewne jedno łączy się z drugim.

Nastąpiło pierwsze małe pogorszenie mojego samopoczucia. Popołudniu próbowałem na trochę usiąść do komputera, żeby wrzucić na bloga niniejszy artykuł, ale szybko zemdliło mnie od patrzenia na ekran. Być może to kwestia tego, że wzrok jest zmęczony, bo od paru dni skupiam go niemal wyłącznie na bliży. W każdym razie pisanie okazało się niemożliwe. Kolejna próba jutro.

Piątek 16 czerwca – 4 dni po operacji

Rany w nosie coraz bardziej się zasklepiają – sączy się z nich tak mało płynu, że już praktycznie nie muszę siedzieć w opatrunku.

Wyszedłem na 10-minutowy spacer po raz pierwszy od paru dni. Czułem się średnio – chodzenie męczy nieproporcjonalnie do realnego wysiłku i ogólnie czuję się trochę jak w czasie lekkiej grupy, tyle że bez grypy. Natomiast kondycję „bazową” mam ciągle bardzo dobrą – puls spoczynkowy cały czas oscyluje wokoło 60 uderzeń na minutę, czyli niewiele więcej, niż w czasie okresów mojej najlepszej formy i kondycji. To dobrze wróży zarówno teraz (mimo subiektywnej słabości ciało dalej jest obiektywnie silne), jak i na przyszłość, bo im wolniej spadnie mi siła i kondycja, tym mniej będę miał do odrabiania treningami. Taka przerwa może jednak zrobić mi dobrze – tak jak zawodowi sportowcy robią w ciągu roku do kilku tygodni przerwy międzysezonowej, tak i ja co roku robiłem sobie ~miesiąc odpoczynku od ćwiczeń. W ostatnim okresie trenowałem praktycznie tydzień w tydzień przez ostatnie 11 miesięcy, więc przerwa pooperacyjna wypadła mi wręcz w idealnym momencie.

Poniedziałek 19 czerwca – 7 dni po operacji

Po weekendzie czuję się o niebo lepiej. W sobotę odżyłem – czułem się prawie normalnie, czyli dostałem spory przypływ energii. Nosi mnie i chciałbym już móc poćwiczyć. Oczywiście jeszcze długo nie będę mógł tego zrobić, ale sam fakt, że tak się czuję, jest świetnym sygnałem. To znak, że przeszło mi osłabienie pooperacyjne, minęła większość stanów zapalnych itp. Zupełnie minęły też objawy pseudogrypy – czuję się po prostu normalnie, co jest bardzo przyjemną odmianą.

Coraz łatwiej mi się wysypiać. Przyzwyczaiłem się do spania na podwyższeniu, a zamiast leżeć jak deska na plecach, śpię teraz na boku – wygodnie, mocno i bez pobudek.

Z nosa zupełnie nie sączy mi się już płyn, więc siedzenie z opatrunkiem również jest już wspomnieniem. Muszę tylko dbać o nawilżanie nosa, bo bez tego robi się niebywale tkliwy. Gdy dopuszczam do choćby niewielkiego wysuszenia ran, to nos „ciągnie” od środka. Wówczas każdy, nawet najlżejszy dotyk – nawet z zewnątrz, przez skórę – przynosi ostry, piekący ból. Do tego drażni, prowokując kichanie. Na szczęście łatwo to zwalczyć – wystarczy co godzinę lub dwie wpuścić do nosa spray z wodą morską. To pomaga doraźnie i natychmiastowo. Natomiast by podtrzymać efekt, co 2-3 godziny wpuszczam też do obu dziurek parę kropel oleju nawilżającego. Takie połączenie sprawia, że nos pracuje niemal normalnie.

Gdyby nie płytki w środku, czułbym się już naprawdę w 100% zwyczajnie. Z podekscytowaniem czekam już na środę – nie mogę już się doczekać wyjęcia płytek.

Liczba kroków
Screen z apki do mierzenia kroków – skrupulatnie trzymam się wytycznych nt. odpoczynku i braku ruchu

Środa 21 czerwca – 9 dni po operacji

I stało się – zaliczyłem wizytę kontrolną. Niestety, wbrew ubiegłotygodniowej rozmowie z moją panią chirurg nie przyjęła mnie ona, ale dwóch innych specjalistów otolaryngologów. Wydawali się nieco zaskoczeni, że oprócz plastyki miałem szyty od środka także koniuszek nosa. Mam w nim płytkie, ale szerokie na 2,5-3 cm zagłębienie – trochę podobne do dziury w dziąsłach po wyrwaniu zęba. Prawdopodobnie puściły w tym miejscu szwy. Nie zauważyłem w ciągu ostatniego tygodnia żadnych nitek wypadających z nosa, więc zapewne stało się to jeszcze w szpitalu albo w dniu wypisu.

Jeśli ta dziura mi zostanie, to niedobrze – to żywa tkanka, która boli przy dotyku i jest narażona na zakażenia. Jeśli nie zarośnie w ciągu miesiąca, będę zmuszony wybrać się do poradni ponownie. Tym razem konkretnie do mojej pani chirurg, bo ona najlepiej wie, co mi robiła i w jaki sposób. [dopisek z 10 października 2023, czyli dokładnie 4 miesiące po operacji: dziura praktycznie zarosła. A raczej nie tyle zniknęła, co przykryła się od góry nową tkanką, więc na wierzchu nie ma już żywej rany. Jest więc dobrze – problem na szczęście został rozwiązany mocą sił regeneracyjnych mojego organizmu]

Pytałem lekarzy o zalecenia co do ćwiczeń, wysiłku itp. Potwierdzili, że lepiej, żebym odpoczął od ciężarów i interwałów przez miesiąc, „żeby nic mi się nie rozkwasiło” (cytat z otolaryngologa). Mam zamiar się posłuchać – nie jestem zawodowym sportowcem, więc dwa tygodnie różnicy nie wpłyną zbytnio na moją formę. Natomiast nos dostanie czas na spokojne zagojenie się. Mimo braku krwotoków mam w nim nadal sporo widocznych przekrwień.

Po bezbolesnym wyjęciu płytek stabilizacyjnych wreszcie mogłem wziąć pełny oddech. Różnica w porównaniu do stanu przed operacją jest ogromna. Doskonale pamiętam, jak zatkaną miałem prawą stronę jeszcze 9 dni temu, więc czuję olbrzymią zmianę. Jest po prostu normalnie – mogę brać szybkie i głębokie oddechy bez otwierania ust. Niby tak zwyczajna rzecz, ale da mi to duży komfort. Krzywa przegroda jest już zaledwie moim wspomnieniem. Przede wszystkim jednak operacja pozytywnie wpłynie na moje zdrowie, w tym na wentylację zatok. Na razie wszystko wskazuje na to, że decyzja o poddaniu się operacji opłaci mi się w 100%.

Czwartek 13 lipca – 31 dni po operacji, powrót do treningów

Nadszedł wielki dzień – znowu mogę ćwiczyć! Do dziś ani razu nie miałem krwotoku, nie mam też żadnego problemu z wydmuchiwaniem nosa, więc również w trakcie treningu powinno być OK. Nawet szybkie i głębokie oddechy nie powinny mi zrobić żadnej krzywdy. Nos nawet od środka wygląda na względnie zagojony, choć nadal jest odrobinę tkliwy w miejscach cięć.

Miesiąc przerwy dla mięśni to bardzo mało – wprawdzie człowiek wypada nieco z rytmu i traci odrobinę siły czy wytrzymałości, ale masy nie. W związku z tym są tylko nieco „uśpione”, ale wciąż bardzo łatwo je wybudzić. Spodziewam się, że w 4-5 tygodni odzyskam całą siłę mięśniową sprzed operacji.

Co innego kondycja – tu straty mogą być nieco szybsze i takie też było moje doświadczenie w dochodzenie do siebie po kontuzjach. Jak wielkie było więc moje zdziwienie, gdy zrobiłem dziś kondycyjny trening interwałowy w pełnej formie – identycznej długości i o identycznych ćwiczeniach jak przed operacją.

Dawniej przez kilka lat chodziłem na siłownię. Dziś już mi się nie chce – wolę robić to samo w domu i oszczędzać czas. W związku z tym od wielu lat ćwiczę z YouTubem. Jeśli chodzi o treningi siłowe, to używam telewizora głównie do tego, żeby osoba na ekranie pomogła mi utrzymać tempo i strukturę treningu (jaka partia w jakim momencie itp.). Natomiast mam już tyle lat doświadczeń, że ćwiczenia dobieram sobie sam, by maksymalnie skrócić czas całej sesji i jednocześnie zmaksymalizować jej efekty. Jeśli jednak chodzi o treningi kondycyjne, to moim ulubionym jest ten brutalny HIIT od Fitness Blender:

https://www.youtube.com/watch?v=cZnsLVArIt8&

W pierwszej serii (4×60 sekund) zrobiłem dokładnie tyle powtórzeń co przed operacją. W kolejnych widać było już lekkie osłabienie – moja wytrzymałość spadła, ale w bardzo małym stopniu. Inna sprawa, że miesiąc przerwy to wystarczający czas, by pierwszy trening po przerwie wywołał nieziemskie zakwasy (a raczej: DOMSy – delayed onset muscle soreness). Jutro najprawdopodobniej będę się więc poruszał jak dziewięćdziesięciolatek.

To wszystko ma jednak drugorzędne znaczenie – kluczowe jest to, że nos w 100% działa, jak należy. Wzrost tętna i ciśnienia nie spowodował ani krwotoku, ani pęknięcia ran. Wszystko trzyma się znakomicie. A oddycha mi się wręcz fantastycznie – zwłaszcza że nawet przy ogromnej intensywności jestem w stanie unikać rozdziawiania ust. Robię to sporadycznie i niewykluczone, że gdybym tylko chciał, to mógłbym w ogóle obyć się bez tego. To było dla mnie nie do pomyślenia jeszcze miesiąc temu – byle przyspieszenie sprawiało wówczas, że musiałem oddychać ustami.

12 sierpnia – 61 dni po operacji; spokojniejszy układ nerwowy?

Miesiąc temu, czyli 30 dni po operacji, wróciłem do treningów. Wciąż jestem zdziwiony, jak mało straciłem siły i kondycji. Można powiedzieć, że mój organizm potraktował przerwę nie jako stratę czasu, ale jako wakacje na regenerację.

Pewna różnica jednak jest. Jak wspomniałem, podstawą moich treningów kondycyjnych jest jeden trening interwałowy w tygodniu (około 20 minut łącznie z rozgrzewką i cooldownem). Od lipca 2022 do czerwca 2023, czyli po 11 miesiącach treningów, puls spoczynkowy spadł mi z około 72-73 uderzeń na minutę (w moim przypadku oznaczało to zero kondycji) do 58-59 uderzeń. Bezpośrednio przed operacją miałem jednak puls spoczynkowy na poziomie 61-62. Po czterech tygodniach bez ćwiczeń – 64-65. A po dwóch tygodniach od powrotu – 57-58 uderzeń serca na minutę. Bez problemu przebiłem więc swój najlepszy wynik, mimo że obiektywnie nie jestem jeszcze u samego szczytu formy. Do osiągnięcia wydolności sprzed operacji potrzebuję jeszcze prawdopodobnie 2-3 tygodni. A jednak, gdy piszę te słowa, puls spoczynkowy poniżej 60 BPM utrzymuje się mi już od ponad dwóch tygodni.

Biorąc pod uwagę moje doświadczenie, znajomość mojego organizmu i intensywność treningów, ten wynik nie jest do końca logiczny. Wspomniałem wcześniej o hipotezie, że sposób oddychania wpływa na stopień pobudzenia układu współczulnego. Być może więc faktycznie operacja mi pomogła także na tym polu? Przez usta nie oddycham już praktycznie wcale. Niewykluczone więc, że faktycznie mój układ współczulny nieco się uspokoił, przy okazji obniżając częstotliwość bicia serca. Nie udowodnię tego – to tylko luźne przypuszczenie. Natomiast z punktu widzenia mojego zdrowia i szans na długowieczność byłaby to bardzo dobra informacja.

Po dwóch miesiącach cała sprawa wygląda jednak na klarowną – operacja w 100% mi się opłaciła. Nie mam żadnych skutków ubocznych, leczenie przebiegło modelowo, a korzyści są dokładnie takie, jakie miały być. Brawa należą się więc całemu zespołowi Kliniki Otolaryngologii i Onkologii w szpitalu przy ul. Szaserów w Warszawie – to była świetna robota, za którą jestem bardzo, bardzo wdzięczny.

Tags:

  1. Dlaczego skończyłeś pisać?
    W listopadzie czeka mnie to samo i chętnie bym się dowiedział jak wygląda cała rekonwalescencja…

    1. Szczerze mówiąc zapomniałem opublikować resztę – byłem święcie przekonany, że opisałem tutaj grubo ponad miesiąc rekonwalescencji. Mam wszystko wynotowane i robocze opisane, więc w tym tygodniu opublikuję resztę. Dzięki za przypomnienie!

      1. Dzięki za odpowiedź.
        Czekam na resztę tekstu.
        Dużo zdrowia!

        1. Zrobione – dopisałem zwłaszcza brakujący fragment, co się działo ~30 dni po operacji. Jeśli potrzebowałbyś jeszcze jakichś informacji, które Twoim zdaniem by się tu przydały, daj znać 🙂

  2. Informacji mi nie potrzeba ale chyba otuchy.
    Zacząłem się obawiać tej operacji… Znam polską służbę zdrowia – wizyty kontrolne itp mnie przerażają…

  3. Sam mam operację za 3 tygodnie i w sumie trochę martwisz tym jak długo trwa rekonwalescencja. Mam 3-4 dni wolnego po operacji ale później muszę do pracy wrócić bo inaczej zbankrutuję, na szczęście pracuję zdalnie przy komputerze i nie muszę pracować ciągiem 8h więc może jakoś się uda.
    Trzeba mocno uważać aby nie dotykać tego nosa przez pierwszy tydzień/dwa np w czasie mycia twarzy? Czy można tylko delikatnie?

    1. Twój wpis towarzyszył mi prawdopodobnie w każdym dniu przed i po operacji, którą miałam dwa tygodnie temu. Dzięki za niego, potrzebowalam czegoś na czym można oprzeć swoje doświadczenia????
      Zastanawiam się czy też już po wyjęciu płytek miałeś problem raz na czas z meeeeega gęstą wydzieliną, która się ciągnie i wyciągasz ją podbawioną taką “bordową” krwią? Tak wiem to ohydne???? mój lekarz twierdzi, że to nic, ale mnie zbiera na wymioty.

      1. Nie ma sprawy – do usług 🙂
        @Krzysztof – z obliczeń wynika, że jesteś już pewnie po operacji. Co do dotykania nosa itp., to zapewne już wiesz, że śmiało można to robić – oczywiście do granicy bólu itp. Na pewno nie można na początku smarkać ani dłubać w nosie, ale o tym na pewno powiedzieli Ci lekarze.
        @Ola – ja tak o dziwo nie miałem. Spodziewałem się czegoś takiego, ale nie miałem żadnych wydzielin oprócz tych, które opisałem w artykule. Być może zbiegło się to u Ciebie z jakimś przeziębieniem? Teraz jest sezon chorobowy, a jeśli miałabyś zajęte zatoki, to całkiem możliwe jest takie gęste przemieszanie kataru z krwią. Jeśli jednak ta wydzielina miałaby np. dodatkowo nieprzyjemny zapach, to jest to wskazanie do pilnej wizyty kontrolnej, żeby sprawdzić, czy coś nie babrze się w samych ranach. Jeśli jednak piszesz, że to się zdarza raz na jakiś czas, to raczej powinno być OK.

  4. Hej, dziki za ten wpis, pomógł mi podjąć decyzję. Powiedz mi proszę, czy wyjecie tej tamponady następnego dnia jest bardzo bolesne? Słyszałam, że tak i bardzo się tego boję. I powiedz jeszcze coś nt tej drugiej opcji czyli przegroda+plastyka, czy ja mogę sama o nią poprosić, czy jedynie lekarze o tym decydują?

    1. Hej, wyjęcie tamponady w ogóle mnie nie bolało 🙂 Trwało bardzo krótko, bo lekarz wyciągnął ją praktycznie jednym płynnym ruchem. Nie mówiąc o tym, jak piękne było odczucie, gdy mogłem wziąć pierwszy pełny wdech. Co do operacji przegroda+plastyka, to w państwowym szpitalu pewnie nikogo nie da się zmusić (co innego prywatnie, gdy po prostu płacisz za “podwójną” operację), ale z lekarzami można zawsze porozmawiać na ten temat i zasugerować taką opcję. Poza tym absolutnie w każdym przypadku masz prawo uzyskać od medyków pełne informacje o możliwościach przeprowadzenia i ryzyku obu opcji, a jeśli lekarz nie chce Ci ich udzielić (mimo że musi), to masz również prawo zażądać konsultacji innego laryngologa.

  5. Cześć!
    A więc jestem jakieś 1,5h po zabiegu.
    Bólu nie czuć, dochodzę do siebie po narkozie.
    Czekam na pierwszy pełny wdech, ale bardziej na obiad i wodę.
    Żadnego dyskomfortu nie odczuwam.
    Trochę jakby zatoki “bąbelkowały” ale jest znośnie.

    1. Cześć Michał, wow, to cieszę się, że się wybudziłeś i że jest OK! Życzę Ci w takim razie, żebyś miał taki sam efekt jak ja – za parę dni mija u mnie 5 miesięcy i efekt nadal utrzymuje się w 100%.

      1. Cześć, już w domku.
        Dzisiaj rano miałem wyjmowane tampony i czyszczony nos… Nie kojarzę żebyś w tekście pisał jak to okropnie nieprzyjemne i bolesne ???????? po tym małym zabiegu musieli mnie odwozić wózkiem do łóżka żebym jeszcze odpoczął po sporej dawce bólu.
        Jednego jestem pewny – jest lepiej! O niebo lepiej!
        Katar lekki mam, nos nie boli, a drożność prawej dziurki aż mnie dziwi… Szkoda, że tak późno się na to zdecydowałem.

  6. Ja dostawałam szału z tym “bąbelkowaniem”, przedziwny dźwięk i uczucie, a trwało to koło tygodnia i wszyscy to słyszeli ????
    Ja jestem poltorej miesiąca po i na ten moment niestety jestem zakatarzona od dwoch tygodni, bo wszyscy w okolicy chorzy, więc nie wiem czy jest lepiej, ale w końcu po miesiącu przeszły mi wszystkie dolegliwości pooperacyjne
    @Julian czy też bolał Cię czubek nosa po takim czasie? Chociaż możliwe, ze to przez katar i ciągłe smyranie chusteczką????

    1. Przez pierwsze tygodnie nos bolał i był niesamowicie tkliwy, gdy tylko był choć trochę przesuszony, więc musiałem ciągle go nawilżać. Po 1,5 miesiąca tkliwość już mi przeszła, ale wydaje mi się, że jeszcze bolała mnie wtedy ta niedogojona rana (na koniuszku nosa, ale od wewnątrz – zaraz za wlotem do dziurki). Moim zdaniem u mnie to była kwestia tego, że najpewniej puściły któreś szwy, więc gojenie tego miejsca się opóźniło. I tak, od ciągłego wycierania nosa też może boleć, więc możliwe, że to to.

  7. Cześć,

    rzadko się udzielam w internecie, ale dziękuję za tego bloga.

    Kilka dni temu sam przechodziłem operację septoplastyki i dodatkowo konchoplastyki. Ja przechodzę chyba trochę ciężej okres rekonwalescencji (więcej wydzielin, bardziej zablokowany nos), ale to dopiero 8 dzień, jutro idę na wyjęcie płytek.

    Twoja relacja często towarzyszyła mi w ostatnich kilku dniach za co dziękuję.

    1. Cześć Piotrek, nie ma sprawy. Gratuluję decyzji i życzę powodzenia w dochodzeniu do zdrowia 🙂

  8. Hej, dziękuję za świetny wpis! Mój mąż miał tą operacje 3 tygodnie temu. Jeszcze teoretycznie jest w czasie rekonwalescencji. U niego był problem z tym, że w nocy nie oddychał przez nos tylko ustami i przy tym mocno sapał.. Niestety ale nadal oddycha ustami przez noc choć wydaje mi się że odrobinę ciszej. Myślisz ze oddychanie przez nos w nocy można wyćwiczyć na nowo? Nawet czytaliśmy w internecie o specjalnych plastrach na “Myotape” aby nauczyć się tego nowego nawyku… Dzięki za odniesienie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


„Jak dożyć setki”

Moja książka
Jak dożyć setki
już w sprzedaży!

Dostępna w sklepie wydawnictwa lub na stronie empik.com